Rozmowa z Andrzejem Twardowskim, wiceprezesem Spółdzielni Rolników „Kaban” w Babinie, a przede wszystkim rolnikiem
Jak zmieniało się Pana gospodarstwo na przestrzeni lat?
- Gospodarowanie rozpocząłem w 1987 r., gdy sprowadziłem się do Stasina, do moich rodziców i przejąłem od nich ok. 7 ha gruntów, niewielkie stado trzody chlewnej oraz starą oborę. Wraz z małżonką podjęliśmy decyzję o budowie domu. Z zawodu jestem mechanikiem i - zanim objąłem gospodarstwo - zajmowałem się naprawianiem maszyn i sprzętu. Zbudowałem stodołę a także budynek gospodarczy, w którym były porodówki i pojedyncze stanowiska dla świń. W tym czasie rozpocząłem współpracę z LODR w Końskowoli, a w szczególności z ówczesnym znakomitym technologiem do spraw trzody chlewnej śp. Emilią Sanecką, z którą wspólnie prowadziliśmy „próby genetyki” na tucznikach. W 1996 r. postawiłem chlewnię dla 360 sztuk tuczników. Obecnie mam ok. 60 ha gruntów rolnych. Posiadam nowoczesny sprzęt: opryskiwacz o pojemności 2,5 tys. litrów, o szerokości 21 m oraz dwa ciągniki o mocy 142 KM oraz 150 KM, dzięki którym mogę szybko dojechać na pole. Znacznie ułatwia to pracę przy działkach znajdujących się w dużej odległości od siedziby gospodarstwa.
Jaki jest profil produkcji gospodarstwa?
- Na początku zająłem się chowem krów, jednak nie odnalazłem się w tej branży. Postawiłem na świnie. Najpierw prowadziłem chów w cyklu zamkniętym, później kupowałem prosięta do dalszego tuczu, jednak z czasem okazało się to nieopłacalne, ponieważ stały się one dość drogie, w porównaniu do tuczników. Obecnie mam 80 macior. Uprawiam też zboża, rzepak i buraki cukrowe.
Czy korzystał Pan z jakiegoś wsparcia finansowego?
- Otrzymałem pomoc z PROW, z działania „Modernizacja gospodarstw rolnych”, dzięki której utwardziłem nawierzchnię podwórka. Ponadto kupiłem maszyny, przebudowałem stodołę na porodówki oraz wybudowałem chlewnię. W ubiegłym roku skorzystałem z działania PROW 2014-2020 „Wsparcie inwestycji w środki zapobiegawcze”, przeznaczonego dla hodowców trzody chlewnej na obszarach ASF i za otrzymane środki ogrodziłem posesję.
Jak Pan sobie radzi z zagrożeniem ASF?
- Stasin znajduje się w strefie żółtej (ochronnej), co znacznie utrudnia chów tuczników. Jest problem z przemieszczaniem zwierząt, ponieważ wcześniej trzeba wystąpić do lekarza weterynarii po świadectwo zdrowia zwierzęcia, które musi być wystawione nie wcześniej niż 24 godziny przed wysyłką. Aby uchronić się przed ASF, wyłożyłem maty przed wjazdem do gospodarstwa, wymieniłem okna, założyłem na nie siatki, co zmniejszyło występowanie owadów oraz ogrodziłem gospodarstwo.
Jakie inwestycje planuje Pan w najbliższym czasie?
- Chciałbym założyć instalację fotowoltaiczną i produkować energię na własny użytek. Złożyłem odpowiednie dokumenty do urzędu gminy oraz zakładu energetycznego o podwyższenie poboru prądu z 18 KW na 22 KW. Dopóki nie otrzymam zgody, nie mogę prowadzić dalszych działań w tym kierunku. Mam założone kolektory słoneczne, które podgrzewają wodę. Dzięki nim rachunki za wodę są dużo niższe.
A co z modernizacją w sferze nawadniania?
- Obecnie mam założoną przydomową oczyszczalnię ścieków i nie zamierzam inwestować w nawadnianie. W mojej sytuacji planowanie poważniejszych przedsięwzięć jest nieco ryzykowne ze względu na ryzyko wystąpienia ASF. Zmiana profilu produkcji również nie wchodzi w grę, ponieważ jest to dość kosztowne.
W 2019 r. roku Pana gospodarstwo dotknęła inna klęska żywiołowa?
- W maju przez moje gospodarstwo przeszła trąba powietrzna, która poczyniła wiele zniszczeń. W jednej chwili dorobek mojego życia został naruszony, na szczęcie nikt z domowników nie ucierpiał. Dachy na większości budynków zostały doszczętnie zniszczone. Kawałki eternitu powybijały szyby w oknach i uszkodziły elewację. Nie wspomnę o bałaganie, jaki zostawiła po sobie trąba powietrzna. Z pomocą przyszła straż i wojsko, którzy pomogli nam w porządkach.
A co z suszą?
- Instytut Uprawy Nawożenia i Gleboznawstwa w Puławach w naszym rejonie nie stwierdził suszy. Oczywiście my, rolnicy, zebraliśmy mniejsze plony z naszych upraw, jednak nie możemy ubiegać się o pomoc de minimis.
W jaki sposób reklamuje Pan swoje gospodarstwo?
- Najczęściej biorąc udział w konkursach. W 2019 r. uczestniczyłem w konkursie „Bezpieczne gospodarstwo rolne”. Ponieważ budynki były pokryte eternitem, znacznie obniżyło to notowania mojego gospodarstwa. Wziąłem też udział w konkursie „AgroLiga 2019”, organizowanym przez LODR w Końskowoli, gdzie poszło mi zdecydowanie lepiej, bo zdobyłem Złoty Laur AgroLigi. Zniszczenia spowodowane przez trąbę powietrzną wymusiły zainwestowanie w remont generalny budynków gospodarczych, m.in. zostało wymienione pokrycie dachowe - z eternitu na blachotrapez. Podczas tegorocznej edycji konkursu „Rolnik Lubelszczyzny” w kategorii produkcja zwierzęca otrzymałem wyróżnienie.
Jest Pan wiceprezesem grupy producentów trzody chlewnej…
- Jestem wiceprezesem spółdzielni rolników „Kaban” w Babinie. Wcześniej wraz z Andrzejem Bednarczykiem i 9 innymi osobami tworzyliśmy spółdzielnię „Atut”. Później, w 2013 r., z pomocą specjalistów LODR w Końskowoli - Kazimierza Świcia i Stefana Saneckiego, założyliśmy dwie grupy: Spółdzielnię „Kaban” - dla rolników produkujących w cyklu zamkniętym, oraz Spółdzielnię „Kaban Bis” - dla hodowców produkujących w cyklu otwartym. Korzystając z dofinansowania z ARiMR, zakupiliśmy wspólnie maszyny, silosy do przechowywania paszy, wiatę, a także zmodernizowaliśmy i ociepliliśmy budynek, utwardziliśmy teren, Prowadzimy wspólny zakup prosiąt i paszy oraz wspólną sprzedaż. Dzięki temu możemy korzystać z wielu profitów i ulg cenowych.
Jak wygląda współpraca grupy „Kaban” z LODR w Końskowoli?
- Wspólnie z LODR przygotowujemy stoiska promocyjne podczas różnych wydarzeń, np. DOD w Końskowoli czy targi rolnicze „AgroPark” w Lublinie. Przez kilka lat wspólnie organizowaliśmy festiwale wieprzowiny w pow. lubelskim. My, rolnicy z Grupy bierzemy udział w szkoleniach i konferencjach organizowanych przez LODR.
Z jakimi odbiorcami współpracujecie najwięcej?
- Z firmą „Dobrowolscy” oraz Zakładami Mięsnymi w Łukowie.
Jakie są korzyści z funkcjonowania w grupie?
- Korzyści jest wiele, trzeba tylko dobrze znać rynek i umieć sobie na nim radzić, ale to jest już zadanie głównie dla prezesa grupy. Przede wszystkim bardzo ważne są szerokie kontakty w branży, dzięki czemu udaje się zaoszczędzić na wspólnych zakupach. Można kupić taniej większą ilość środków do produkcji, np. paszy bez opakowania, płacąc gotówką. Firmy są zainteresowane sprzedażą dużej ilości pasz. Nasi rolnicy w grupie producenckiej nie muszą martwić się o zbyt, bo tym zajmuje się zarząd grupy.
Czym zachęcałby Pan innych rolników do zakładania grup?
- Rolnicy przede wszystkim muszą znać swoją produkcję i rynek, w jakim się obracają. Muszą zastanowić się: czy zdołają z własną produkcją poradzić sobie na rynku samodzielnie, czy może łatwiej będzie im w grupie. Każdy producent rolny powinien być tego świadomy i postępować odpowiedzialnie, ponieważ grupa to firma, która działa na określonych zasadach i musi się z nich wywiązywać. Warto pamiętać, że rolnik będący w grupie powinien mieć z tego jakieś profity.
Wspominał Pan, że oprócz funkcji wiceprezesa Grupy znajduje Pan czas na działalnością samorządową...
- Tak, jestem radnym gminy Wojciechów, wiceprezesem OSP Stasin, prezesem Zarządu Kółka Rolniczego w Stasinie oraz wiceprezesem Rejonowego Związku Plantatorów Buraka Cukrowego w Garbowie.
Rozmawiała Małgorzata Malicka
„Lubelskie Aktualności Rolnicze”
LODR Końskowola
(za „AGRO” 2/2020)

















































































































































