Dzisiaj obsługę komputera opanowują już przedszkolaki, i to przed nauką czytania oraz pisania. Mamy więc komputery, bez których nie wyobrażamy sobie, abyśmy mogli dać sobie radę, np. opracowując wnioski dla rolników.
Właściwie powinienem zacząć artykuł od liczydła. W pierwszej mojej pracy liczydła były na wyposażeniu, ale byliśmy już trochę bardziej nowocześni, mieliśmy kalkulator mechaniczny. Fajne to było urządzenie, nazywane przez nas pieszczotliwie „kręciołkiem”. Aby wykonać podstawowe obliczenia, czyli dodawanie, mnożenie i dzielenie (innych, bardziej skomplikowanych działań nie było potrzeby wykonywać), ustawiało się na „bębenku” maszyny odpowiednią liczbę i - by ją pomnożyć przez np. 5 - kręciło się pięć razy korbką. Dokładnych czynności potrzebnych do wykonywania innych obliczeń już dziś nie pamiętam, ale wiem, że nie było to skomplikowane.
Wkroczyła elektronika Na przełomie lat 70. i 80. ubiegłego stulecia w biurach zaczęto stosować kalkulatory elektroniczne. Urządzenia, które otrzymaliśmy, były wielkości zeszytu, ale znacznie od niego grubsze i wymagały na początku bardziej skomplikowanej obsługi niż kalkulatory mechaniczne. Być może dlatego, że produkowane były w ZSRR. Późniejsze wersje stały się malutkie i nie nastręczały już żadnych problemów z obsługą. Na tych kalkulatorach obliczaliśmy dawki nawozów, ilości składników w dawce paszowej, ale najwięcej pracowały one przy comiesięcznych sprawozdaniach z wykonanej pracy. Można więc powiedzieć, że ułatwiały nam pracę biurową.
W latach 90. pojawiły się pierwsze komputery. Na początku nie bardzo wiedzieliśmy, do czego można je wykorzystać. Moje pierwsze zastosowanie tego wynalazku polegało na potraktowaniu komputera jako maszyny do pisania oszczędzającej papier. Zaletą było przecież to, że błędy można było poprawić przed wydrukiem, a w maszynie do pisania zrobienie błędu wiązało się z koniecznością pisania od nowa. Jednak drobne błędy można było zamalować korektorem. Pamiętam, zaniosłem do dyrektora pismo na druku firmowym z drobną literówką. Powiedziałem, że mogę zamalować błąd korektorem, ale otrzymałem polecenie drukowania od nowa. Komputeryzacja w perspektywie czasu okazała się bardziej „papierożerna” od prymitywnych maszyn do pisania.
Trudne początki Komputery jako nowość nastręczały wiele problemów z obsługą. Często w okienkach kas i biur pojawiały się komunikaty: „W związku z wprowadzeniem komputerów, czas oczekiwania na załatwienie sprawy będzie dłuższy. Przepraszamy”. Dzisiaj obsługę komputera opanowują już przedszkolaki i to przed nauką czytania oraz pisania.
Mamy więc komputery, bez których nie wyobrażamy sobie, abyśmy mogli dać sobie radę np. opracowując wnioski dla rolników. Z roku na rok wnioski są coraz bardziej skomplikowane i wymagają coraz szybszych i sprawniejszych komputerów. Jak będzie za kilka lat? Pewnie jeszcze bardziej się skomplikują. Najsmutniejsze jest jednak to, że pomimo ogromnego postępu, który dokonał się na przestrzeni ostatnich 40 lat, zaczynając od liczydła, poprzez kalkulator i teraz komputer, wszystkie te wynalazki służyły mi i służą przede wszystkim do... prac biurokratycznych.
Bogusław Kiedrowski
„Lubelskie Aktualności Rolnicze”
LODR Końskowola

















































































































































