1

2

AgroPlatforma ODR

MISTRZOWIE nie tylko na pokaz

MISTRZOWIE nie tylko na pokaz

Alicja i Krzysztof Spychalscy z Pikutkowa, gm. Brześć Kujawski w pow. włocławskim dokonali rzeczy, której jeszcze żadnym rolnikom w Polsce się nie udało. Zostali zwycięzcami w jednym roku dwóch najbardziej prestiżowych konkursów „Bezpieczne Gospodarstwo Rolne” i „AgroLiga”. Poprosiłem Laureatów oraz ich syna Mateusza o rozmowę.

 

Wygraliście wszystkie ważne  konkursy organizowane dla rolników, można by zapytać, co dalej, jakie sobie postawicie wyzwania?

Krzysztof Spychalski: - W gospodarstwie wszystko musi iść swoim rytmem, to że wygramy jakiś konkurs nic nie zmienia. Nie robiliśmy tego wszystkiego dla konkursów, ale dla siebie, aby łatwiej i bezpieczniej nam się pracowało, i w miłym otoczeniu. Żeby stosować najlepsze rozwiązania z zakresu technologii uprawy i mechanizacji. A nagrody były tak przy okazji. Konkursy traktujemy jako pewną zabawę, a jak udało się jeszcze je wygrać, to jest miło i jest satysfakcja. Są też koszty wynikające z udziałów w konkursach, ale poznaliśmy dzięki nim wiele osób, zdobyliśmy nową wiedzę i to jest najważniejsze. Według nas jest to też promocja gminy, powiatu i województwa.

 

Właśnie promocja, dzięki Waszemu zwycięstwu mogła na spotkanie do Pałacu Prezydenckiego pojechać duża grupa z Brześcia Kujawskiego.

Alicja Spychalska: - Istotnie zorganizowaliśmy wyjazd autokarowy prawie 40 osób, dla których otrzymaliśmy przepustki. Pojechała m.in. grupa kobiet w strojach ludowych, która na stoisku prezentowała w czasie uroczystości w Ogrodach Pałacu Prezydenckiego potrawy regionalne. Pojechała też Młodzieżowa Orkiestra Dęta „Brestivia” z Centrum Kultury w Brześciu, która dała indywidualny występ oraz grała fanfary przy wręczaniu głównych nagród (towarzyszyła jej też „nasza” grypa mażoretek). Widziałam, że było to - dla wszystkich zaproszonych przez nas osób na spotkanie z Prezydentem i do udziału w tej uroczystości w tak istotnym dla Polaków miejscu - duże przeżycie.

 

A dla Pani? W Gali AgroLigi 2016, w której uczestniczyło 700 osób, w tym te najważniejsze w państwie, zabierała przecież Pani głos, dziękując w imieniu wszystkich nagrodzonych…

A.S.: - Oczywiście była trema, chociaż bywałam w tym miejscu i rozmawiałam poprzednio z Prezydentami RP. Uroczystość trwała ponad 3 godziny, a był upał, to dodatkowo utrudniało sprawę. Wystąpienie przygotowałam tak od serca, dziękowałam organizatorom konkursu, w tym ODR-om. Częściowo czytałam, były też problemy techniczne i nerwy, ale wystąpienie było dobrze odebrane. Potem mieliśmy następną uroczystość na SGGW w Sali Kryształowej. Były kolejne gratulacje, nagrody, w tym od dyrektorów Kujawsko-Pomorskiego Ośrodka Doradztwa Rolniczego w Minikowie. To był naprawdę męczący, ale i szczęśliwy dla nas dzień.

 

Może przypomnimy Czytelnikom, jak zorganizowane jest Wasze gospodarstwo?

K.S.: - Mamy 82 ha gruntów ornych, w tym 60 własnych. Uprawiamy po 15 ha cebuli, buraków czerwonych, marchwi i pomidorów. Pozostałe ok. 20 ha zawsze przesiewamy pszenicą ozimą, ale w tym roku wyjątkowy zasialiśmy kukurydzę. W tamtym roku na jesieni warunki były bardzo trudne, ważniejsze były wykopki warzyw, nie przesiewy i dlatego w płodozmianie kukurydza. Mamy do tej technologii pełen sprzęt, poza kukurydzą. Wiele jest maszyn teoretycznie nieopłacalnych, pracują niekiedy tydzień w roku, ale muszą być, aby zrobić wszystko na czas, nawet w trudnych warunkach pogodowych. Dobre, sprawdzone, nowoczesne i niezawodne maszyny są konieczne, a one są drogie. Może jest też przerost techniki, albo jeszcze nie potrafimy wykorzystać wszelkich możliwości, ale tak czy inaczej, bez tej techniki nie byłoby takich efektów i wydajności pracy. Ale to kosztuje, szczególnie nowości. Jak kupuje się urządzenie z nowym elementem, to dopiero po pewnym czasie w praktyce można je ocenić. Pomocne są tu pokazy, które K_PODR organizuje, ale też nie do końca na nich się wszystko wychwyci. A sprzedawca wiadomo chce tych nowości                                                             i dodatków sprzedać jak najwięcej - tak jest przy maszynie rolniczej, samochodzie czy każdym innym produkcie.

 

Mateuszu, masz 17 lat, jesteś wzorowym uczniem znanego technikum rolniczego, widuję Cię od lat na spotkaniach z prezydentami, ministrami, profesorami uczelni, jest to dla ciebie chyba duże przeżycie, powiedz coś o sobie?

Mateusz Spychalski: - Uczę się w II klasie w Zespole Szkół Centrum Kształcenia Rolniczego im. Jadwigi Dziubińskiej w Starym Brześciu. Uprawiam też sporty, najbardziej interesuje mnie siatkówka plażowa. Istotnie byłem z rodzicami na wielu spotkaniach w Pałacu Prezydenckim, Ministerstwie Rolnictwa, na uczelni, poznałem wiele znanych i ciekawych osób i było to bardzo duże przeżycie, zwłaszcza za pierwszym razem, później się trochę już oswoiłem. Największe jednak emocje były przy odbiorze głównej nagrody, spociłem się nie tylko od upału. Na pewno to dodaje pewności, ale jakiś stres zawsze jest.

 

Podobno na urodziny chciałeś, aby rodzice kupili Ci dodatkowe hektary?

M.S.: - To prawda, gdyż planuję swoją przyszłość związać właśnie z tym gospodarstwem i rozumiem, że ziemi powinno być więcej. Sprzęt mamy najlepszej generacji, pług jest wyposażony tak, że zawsze prosto jedzie, podobnie opryskiwacze. GPS dla mnie nie stanowi większego problemu, to taka lepsza komórka, aczkolwiek trzeba się tego wszystkiego nauczyć i później stosować. Generalnie też planuję w przyszłości zostać głównie przy warzywach, mamy do tego już całą infrastrukturę i jakieś większe zmiany są bez sensu.

 

Wasze plantacje wyglądają rewelacyjnie dobrze. Ale jak się przekonałem ostatnio w Smogorzewie w gminie Lubraniec, gdzie w południe oglądałem piękne plantacje cebuli, zbóż, buraków u zaprzyjaźnionych rolników, a po południu przyszło gradobicie i zrobiło spustoszenie – nie ma co chwalić dnia przez zachodem słońca.

K.S.: Dzisiaj nie można chwalić plonów nawet po zbiorach, bo trzeba jeszcze sprzedać i dostać zapłatę. Ale na polach faktycznie ładnie, rok na warzywa dobry, czyste plantacje, środki dobrze działały. Ale nie zawsze tak jest. Co do pomidora, nie wiem, czy nie odejdziemy od jego uprawy, ze względu na brak ludzi do pracy i niską cenę. Nie wszyscy rolnicy mogą zebrać pomidory kombajnem i od razu sprzedać. A zbierać kombajnem, przebierać i sprzedać do marketów po cenach przemysłowych nie ma sensu. Koszty uprawy olbrzymie, a plonowanie nie zawsze też satysfakcjonujące.

 

X Jakie plany macie na przyszłość?

A.S.: - Plany nasze wiążemy z Mateuszem. Ale dziewczyna potrafi niestety odkochać chłopaka od gospodarstwa. Nie możemy być jednak przeciwni jego decyzjom co do swojego życia, my odchodzimy, on zostanie sam ze zranionym sercem, tego rodzice nie mogą chcieć.

K.S.:-  Co do najbliższych jednak planów, to myślę, że w tym roku uda się powiększyć gospodarstwo o 10 ha. Możliwości zakupu w okolicy są małe, a dzierżawy dochodzą do 3 tys. za ha, to już jest bardzo ryzykowna inwestycja. Co roku też coś zmieniamy i modernizujemy w obejściu. Niby wszystko jest dobrze, ale zawsze można coś poprawić, upiększyć, aby się żyło i pracowało w lepszych warunkach.

Dziękuję za rozmowę. Nie wiem czego Wam życzyć. Chyba zdrowia i spokoju, to się zawsze przyda.

Rozmawiał Leszek Piechocki

„Wieś Kujawsko-Pomorska”

K-PODR Minikowo i K-PIR Przysiek